Po środku…
Wtorek, 3 lipca, 2007
Nie wiem, czy jestem idiotą, czy szukam czegoś bardzo ulotnego, utopii, czy więcej ludzi tak ma, czy ktoś w ogóle przywiązuje do tego wagę… W około mnie pełno ludzi, pełno znajomych kumpli z osiedla, z budy, stamtąd, znikąd. Pełno koleżanek, znajomych… Mimo to, czuję, że nie mam nikogo, ani jednej osoby, która zrozumiałaby mnie do końca i której mógłbym powiedzieć wszystko… Nie wiem, czy szukam dziewczyny, prawdziwej przyjaciółki czy przyjaciela… Patrząc na to z boku, to widzę tylko tyle, że nie przystaje do tego, co niesie rzeczywistość. Największe niby kumpele, po 10 latach znajomości, potrafią wytargać się za gościa który nie jest nic wart. Nie chodzi już o to, że gość nie jest nic wart, tylko o to, że po tak długiej znajomości powinny się szanować. Widziałem kumpli na dobre i na złe, na melanże i zadymy, którzy potrafili się wyjebać na hajs, bez chwili zastanowienia… To wszystko to tylko gra pozorów, bal przebierańców, wszystko jakbym widział przez zamazane szyby. Wszystko można pomylić. A ja stoję po prostu na środku, patrzę na to i się zastanawiam…