Bez wytchnienia…

Niedziela, 24 czerwca, 2007

Mam już za sobą wszystkie matury, egzaminy i tego typu pierdoły i zero odpoczynku po tym. Póki co, o nauce mogę zapomnieć, ale jak to bywa, coś weszło na jej miejsce. Teraz zapierdalam na szklarni przy zbiorach pomidorów – bardzo kiepska posada, ale przynajmniej doszedłem do wniosku, że kocham się uczyć, chociaż co do tego nigdy nie miałem większych oporów, nie licząc przypadków, gdy próbowano mi wpoić całkowicie niepotrzebne pierdoły, których z resztą w polskich szkołach jest mnóstwo. Za dwa, trzy tygodnie mam zaplanowany wyjazd do Niemiec, po drodze muszę pozałatwiać wszystkie sprawy tutaj. Złożenie papierów na studia i coś, co mnie najbardziej wkurwia, a mianowicie, zdobycie paru pierdolonych zaświadczeń z urzędów, że jestem ubezpieczony itd. W tym kraju za wszystkim trzeba czekać i składać 150 wniosków, podań i oświadczeń. Nie rozumiem tego, wszystko można uprościć, ale nie tutaj, bo przecież po co… W każdym normalnym zakątku świata państwo to obywatele, a u nas nadal nienormalność- państwo to rządzący…

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij